Michał Kargul
Odsłony: 346

Ostatnie spotkania w Bytoni, poświęcone pomysłowi organizacji Walnych Plachandrów Kociewskich, były dobrą okazją do rozmów i refleksji na temat stanu ruchu regionalnego na Kociewiu oraz wyzwań jakie stoją przed naszym regionem. Jedną z tematów owych refleksji była sprawa powołania nowej, ogólnokociewskiej organizacji, która miałaby zjednoczyć rozproszone działania prowadzone przez różne instytucje i organizacje. O ile sama ta idea wydaje się słuszna, to sprzeciw naszego, zrzeszeniowego środowiska na pewno obudził pomysł, by ów nowy byt nazwą i tradycją nawiązywał do Zrzeszenia Kociewskiego.

Zacznijmy jednak od rzeczy najistotniejszej. Regionaliści udzielający się przy ogólnoregionalnych inicjatywach takich jak kongresy kociewskie, od wielu lat głośno artykułują potrzebę koordynacji działań wychodzących poza gminne i powiatowe opłotki. Na Kociewiu bowiem poza pojedynczymi inicjatywami (jak choćby Festiwal im. Romana Landowskiego) praktycznie nie mamy dużych, obejmujących cały region, działań. Próby podejmowania takowych przez pojedyncze organizacje przyjmowane są zazwyczaj bez entuzjazmu, czy nawet z nieufnością. Nawet organizacja tak ważnego wydarzenia, jakim był ostatni Kongres Kociewski pokazała, że dla wielu kociewskich działaczy, ważniejsze są własne pomysły i szyldy organizacyjne niż włączanie się w duże projekty wymagające zespołowego działania i obejmującego cały region. Nie bez znaczenia są też historyczne zaszłości, o czym zresztą najlepiej wiedzą kociewscy działacze ZKP.

Niestety, próba powołania ogólnokociewskiej organizacji, koordynującej najważniejsze dla regionu działania,, jaką było utworzenie, prawie dwie dekady temu, federacji „Więźba Kociewska” obnażyła zasadniczą trudność tego typu inicjatyw. Kociewie od lat, jak nie od dekad, jest silne dobrze działającymi organizacjami o raczej ograniczonym zasięgu realnego działania i zazwyczaj dość wyspecjalizowanych celach. I dla większości z nas jest to najważniejszy element działalności regionalnej. Tworzenie swoistej „nadbudowy”, bytu, który wymagał także pochylania się nad szeregiem innych spraw, bez realnego wzmocnienia kadrowego  okazało się niestety nieudana efemerydą. Bez, albo grona zaangażowanych społeczników, albo choćby minimalnego zespołu pracowników żadna organizacja w dzisiejszych czasach nie jest w stanie sprawnie działać na tak rozległym obszarze jakim jest Kociewie. Takich niestety brakowało federacji, która tak naprawdę powstała i działała charyzmą oraz możliwościami organizacyjnymi Andrzeja Grzyba, w czasach jego starostowania w Starogardzie. Gdy tych możliwości zabrakło, a jednocześnie nie udało się stworzyć zespołu społeczników, dla których aktywność w ramach federacji byłaby głównym celem działań, „Wieźba” przed 2010 rokiem zakończyła swoją działalność. Tę lekcję warto zapamiętać także na przyszłość.

Trwałych skutków nie przyniosła też inna inicjatywa, podjęta przez Mirosława Kalkowskiego, prezesa Miłośników Ziemi Kociewskiej, który próbował organizować cykliczne spotkania przedstawicieli zainteresowanych organizacji regionalnych. Po kilku spotkaniach, wobec wyraźnego braku zainteresowania ze strony większości organizacji zajmujących się Kociewiem, projekt ten umarł śmiercią naturalną. Także nie przyniosły spełnienia pomysły, wyrażane w okolicach IV Kongresu Kociewskiego, by LOT „Kociewie” obdarzyć rolą takowego koordynatora ogólnoregionalnych działań. Same statutowe, związane turystyką, zadania tego stowarzyszenia okazały się aż nadto obciążające, by pracownicy LOT-u wziąć mogli na swoje barki jeszcze koordynację, czy też animacje dużych inicjatyw kulturalnych. Aczkolwiek z samej aktywności LOT-u wydaje się płynąć jeden, dość budujący wniosek, że przy odpowiednim połączeniu zaangażowania społeczników oraz samorządowców daje się budować dość trwałe byty i instytucje.

Przy okazji „Plachandrów”, w które zaangażowały się trzy kociewskie samorządy powiatowe, pojawiły się pomysły, wyrażane m.in. przez starostę tczewskiego Tadeusza Dzwonkowskiego by podjąć kolejną próbę stworzenia organizacji, która będzie koordynować działania w skali całego regionu i w której, co ważne, jak uczy doświadczenie LOT „Kociewie”, zaangażowane będą także kociewskie samorządy. Po stronie społecznej widać ogromne wsparcie dla tego typu działania. Otwartym pozostaje pytanie, czy jesienne wybory samorządowe nie zmienią entuzjazmu kociewskich samorządowców. Oby nie! Niestety przy tej okazji nieszczęśliwie odwoływać się zaczęto do Zrzeszenia Kociewskiego, a nawet przedstawiać pomysły, by tak nazwać tę nową organizację.

Tutaj należy mocno jedną rzecz zaznaczyć. Tradycje i dziedzictwo Zrzeszenia Kociewskiego nie rozpłynęły się w mrokach dziejów, lecz mają swoich namacalnych kontynuatorów. Przypomnijmy, że wobec marazmu organizacyjnego, wynikającego głównie z politycznych decyzji władz komunistycznych z Gdańska, liderzy Zrzeszenia Kociewskiego w 1964 roku podjęli decyzję połączenia się z bratnim Zrzeszeniem Kaszubskim (obie organizacje od początku swego istnienia utrzymywały ścisłe kontakty), w wyniku czego jesienią tego roku powstało Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. Pozostałości kociewskiego stowarzyszenia zorganizowano w oddział starogardzki ZKP. Niestety, mimo aktywności tak w samym Zrzeszeniu Kociewskim, jak i owym oddziale, wielu lokalnych działaczy partyjnych, cała ta inicjatywa była dla gdańskich władz niezwykle podejrzana i nie pozwolono na jej kontynuację. Nie uzyskując zgody na formalna rejestrację starogardzcy zrzeszeńcy zaprzestali swojej aktywności u progu lat siedemdziesiątych. Przez całą kolejną dekadę liderzy ZKP podejmowali liczne próby powołania nowych struktur terenowych na Kociewiu. Chociaż sprzyjała temu obecność w Zrzeszeniu wielu Kociewiaków (to w tym okresie swoje pierwsze kroki w ramach Zrzeszenia stawiały takie osoby jak Andrzej Grzyb, czy Kazimierz Ickiewicz), jak i duża sympatia dla tego pomysłu wielu działaczy kultury z Kociewia, aż do 1981 roku nie pozwolono na powołanie tutaj nowych oddziałów. Dopiero wtedy, w karnawale „Solidarności” udało się powołać oddział w Tczewie, a w kolejnych latach, gdy zmieniły się priorytety ówczesnych władz i przestano administracyjnie zwalczać tego typu inicjatywy, pojawiły się kolejne, m.in. w Zblewie, Pelplinie, Świeciu, czy Bukowcu. Od tego momentu, więc od ponad trzydziestu sześciu lat, kociewscy działacze Zrzeszenia już w sposób systematyczny i zorganizowany podjęli szeroką aktywność na rzecz regionu. Chociaż niektóre oddziały pojawiały się i znikały, to do dziś ZKP ma na terenie Kociewia cztery komórki terenowe (oddziały w Pelplinie Zblewie i Tczewie oraz koło w Opaleniu), a wielu aktywnych społecznie Kociewiaków, których los rzucił do sąsiednich krain, działa także w innych oddziałach Zrzeszenia, m.in. w Gdańsku, Toruniu, czy Bydgoszczy. Należy na dodatek podkreślić, że dziś Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie jest jedyną organizacją działającą na Kociewiu, która swymi strukturami, ale i realnymi działaniami obejmuje cały region. Efektem tego jest choćby fakt, że to właśnie działacz ZKP był liderem organizacji ostatniego kongresu kociewskiego, czy też właśnie ze środowiska Zrzeszenia wyszedł pomysł organizacji „Plachandrów”.

Dlatego w środowisku zrzeszeniowym z pewnym smutkiem przyjęliśmy te spontaniczne pomysły wykorzystania nazwy Zrzeszenie Kociewskie na potrzeby owej nowej, ogólnokociewskiej organizacji. Na pewno była to spora niezręczność, ignorująca (najpewniej nieumyślnie), nasze, zrzeszeniowie dziedzictwo na Kociewiu. Warto to wprost wyartykułować, bo szkoda byłoby by z takiego powodu doszło do jakichś niepotrzebnych zadrażnień, czy sporów. Tym bardziej, że jednak sama idea zrzeszeń regionalnych, narodzona po stalinowskiej nocy w 1956 roku, bardzo mocno odwołuje się do aktywności stricte społecznej, uzupełniającej działania władz, którym jednocześnie patrzy się cały czas na ręce. I także z tego powodu pomysł by organizację, w której ważką rolę odgrywać mają właśnie przedstawiciele administracji samorządowej nazwać Zrzeszeniem Kociewskim wydaje się bardzo nietrafiony.

Reasumując, kociewscy działacze Zrzeszenia bez wątpienia chętnie włączą się w działania integrujące inicjatywy regionalne i budowanie organizacji, która ułatwi ich koordynację. Organizacja taka mogła by wziąć na swoje barki przygotowania do kolejnego kongresu kociewskiego w ważnym dla całego Pomorza roku 2020. Wydaje się, że ze względu na wspomnianą już wcześniej rozpiętość naszej aktywności, obejmującej całe Kociewie, a także wysokie kompetencje naszych członków, zrzeszeńcy mogą zapewnić istotny wkład w sukces takiego projektu. Ale by to było możliwe należy znaleźć dobrą, nie krzywdzącą niczyich tradycji i odczuć nazwę, ale nade wszystko zapewnić trwałe i skuteczne ramy organizacyjne. Warto na tym skupić się w pierwszym rzędzie.

Czy mam być to formuła wzorowana na LOT "Kociewie", która zapewni trwałe finansowanie, czy byt oparty na innym, bardziej społecznym pomyśle, to temat do dalszych dyskusji. Ważne by były one merytoryczne i znalazły swój pozytywny finał.

Michał Kargul

wiceprezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego